bolące kolano- zmora która mnie prześladowała
Jak doszło do kontuzji?
Wszystko zaczęło się dwa lata temu, po kilku tygodniach od pierwszych biegowych treningów. Pozytywnie nakręcony dzięki artykułom w internecie odnalazłem moje stare, zapomniane Asicsy. Na początku truchtałem 4-5km i wracałem do domu ze sporą zadyszką. Szybko jednak postanowiłem biegać więcej, przecież nie jestem żadnym słabeuszem - tak sobie myślałem. Na zegarku pojawiały się już dyszki a nawet i więcej. Wtedy właśnie pojawił się ból po zewnętrznej stronie kolana, kłujące uczucie powtarzające się przy każdym kroku. Od tamtej pory każdy "trening" stawał się walką z bólem.
Co zrobiliśmy zaraz po zdarzeniu?
Po powrocie smarowałem kolano maściami przeciwbólowymi, które łagodziły objawy. Próbowałem też kąpieli w ciepłej i zimnej wodzie, jednak to nie przynosiło ukojenia.
Co było potem, jak przebiegały pierwsze dni od zdarzenia?
Przede wszystkim bieganie było na tyle uciążliwe, że nie było w ogóle przyjemnością tylko katorgą. Często musiałem skrócić trasę albo nawet wrócić piechotą do domu. Niejednokrotnie odpuszczałem treningi. Nie byłem z tym u lekarza, bo szkoda było mi czasu na stanie pół dnia w kolejce ;-)
Jak przebiegała rehabilitacja?
Kolega poradził mi, że lepiej zapobiegać niż leczyć i poradził kilka ćwiczeń wzmacniających mięśnie nóg. Moim ulubionym, stosowanym do tej pory dwa razy w tygodniu jest półprzysiad na jednej nodze z rękoma wyciągniętymi przed siebie. Ćwiczenie to doskonale wzmacnia mięśnie i staw kolanowy oraz poprawia stabilizację. Po kilku tygodniach ból kolana zniknął i mogłem swobodnie biegać i zwiększać kilometraż.
Jak jest dziś i co zrobilibyśmy inaczej?
Dzisiaj , po dwóch latach, po tamtej kontuzji nie ma ani śladu. Mam za sobą już dwa maratony (rekord 3:15) i jestem w trakcie przygotowań do pierwszego maratonu ultra na dystansie 50km. Na treningach przeważnie robię nie mniej niż 18km, raz- dwa razy w tygodniu długie wybiegania po 30-37km. Kolano jest na tyle wzmocnione że wcale nie boli. Co zrobiłbym inaczej? Myślę, że nie biegałbym na początku po asfalcie tylko po naturalnym podłożu, np. po lesie. To znacznie obniża ryzyko wystąpienia kontuzji. Teraz 80% moich treningów odbywa się w terenie. Na asfalt wbiegam tylko na tempówki.
Wojciech Majcher







