Chondromalacja rzepki
Zanim zaczne mówic o kontuzji, powiem krótko, iż bieganie - królowa sportów, wyleczyło mnie z takich dolegliwości, jak 40 kg masy ciała, nadciśnienia, a także używek takich jak piwko, papierosek... no dobra, z czekolady nie dało rady wyleczyć ;)
Moje początki wyglądały skromnie... pół kilometra biegu, zadyszka i powrót (jeszcze) czasem z papieroskiem.
Na szczęście to się zmieniło, zacząłem biegać regularnie, gdy nie biegałem czułem się po prostu źle. Znajmoi patrzyli na mnie jak na Araba w Synagodze, gdy nie piłem alkoholu albo mówiłem, że podnosze się o 5 rano (3h przed pracą), żeby sobie pobiegać o wschodzie słońca.
Jak każdy nowicjusz nie przestrzegałem podstawowych reguł. Za szybko, za mocno, za ambitnie. Po wystartowaniu w półmaratonie zaczęły dopadać mnie kontuzje, które uniemożliwiły mi reguralne treningi.
Podczas biegu poczułem ból w kolanie... ale jak to w moim przypadku było, stwierdziłem, ze nie raz miałem naciągnięcia i że nic poważnego nie może to być. Dokończyłem trening...i po raz ostatni tego dnia mogłem chodzić. Zanim przystapiłem do rozciągania, moje kolano było wielkości melona i grzało jak termofor. Naturalnie boląc przy tym jak cholera.
Okazało się, że zbyt intensywne i zbyt regularne treningi (a także pare innych poszczególnych elementów, które przytoczę poniżej) spowodowało zużycie się materiału i chondromalację rzepki.
Początkowo, poza tym, że wiedziałem, ze coś jest nie tak bardziej, niż zwykle nie poszedłem do lekarza. Starałem się działać doraźnie stosując żele przeciwzapalne, a także w czasie późniejszym zimne okłady. Pomogło to połowicznie.
Wizyta u ortopedy była nieunikniona. Pomijając okoliczności takie jak okres oczekiwania na wizytę bez numerka, a także charakter lekarza, którego idolem na bank jest dr. House, okazał się on niezłym fachowcem. Chondromalacja rzepki...brak oceny stopnia. Badanie USG robiłem na własną rękę (są w Warszawie specjaliści, gdzie można zrobić je za relatywnie niewielkie pieniądze). Niemniej jednak skończyło się to na rehabilitacji.
Przez 2-3 miesiące odczuwałem wyraźnie kłucie w okolicach rzepki. Zabiegi takie jak magnetoterapia, laser, prądy nie dały mi szczerze mówiac nic (poza rozmową z bardzo sympatyczną rehabilitanką Anią, którą pozdrawiam i życzę jej wielu sukcesów w zawodzie). Poprawę czułem bardziej przez to, iż nie trenuję, a nie od cudownych zabiegów.
No cóż, okres ten minął, biegam bardziej świadomie, "wsłuchuję" się w to co mówi mi organizm, a raczej moje kolana. Nadal czasem coś mnie zaboli, ale nie tak, abym poczuł, że znowu dzieję się coś poważnego. Nadmienię, że mam problemy z kolanami również z powodu byłej otyłości (tak, tak - iksy dają o sobie znać), ale nie zmienia to faktu, że stosując sie do poniższych rad, możesz drogi czytelniku, cześciowo zapobiec albo wręcz zniwelować ryzyko kontuzji kolan (rzecz jasna w przypadku dolegliwości nizszego stopnia - pewnych rzeczy się nie przeskoczy, czasem jest to na tyle poważne, iż niestety trzeba odpuścić treningi, np. w przypadkach, gdzie nie obyło się bez inwazyjncyh zabiegów kolana).
Co zrobiłem?
1. Dobre obuwie - żadne po przecenie, model najbardziej odpowiadający, wybrany przez specjalistę, z dobrymi recenzjami. Oczywista oczywistość. Biegałem w butach, które co prawda były dla pronatorów, ale mogły pogłębiać moją kontuzję. Zmieniłem je na but z lepszymi recenzjami, firmy z lepszą reputacją i zaowocowało to mnięjszą skalą urazów, ich mniejszą częstotliwością, a także zwiekszeniem komfortu biegu.
2. Ćwiczenia siłowe mięśni czworogłowych - to pomogło mi najbardziej. Podczas intensywnych biegów nie pracują wszystkie partie mięśni, toteż należy je wzmacniać. Jeden trening siłowy mięsni nóg w tygodniu (wykroki, półprzysiady) dały fenomenalny efekt. Kłucie w kolanie minęło i moge biegać swobodnie, dlatego też podkreślam - nie można pomijać treningu siłowego.
3. Rozciąganie - ma być zawsze! Jak amen w pacierzu! O ile przed treningiem nie widzę takiej potrzeby (aczkolwiek zdania sa podzielone), to po treningu jest to istotne. Delikatne rozciąganie wzmacnia mięśnie i niweluje ryzyko kontuzji. Wiem, że czasem to właśnie czas treningu nas ogranicza, ale moim zdaniem lepiej zrobić trening krótszy, a jakościowo lepszy - bo z rozciąganiem.
4. Odpoczynek - nie warto się katować. Wiem, że biała plama w kalendarzu treningowym boli, ale nasz organizm nie jest niezniszczalny (a ból bedzie jeszcze większy, jak Ci o tym przypomnni). Lepiej odpocząć, dać mu chwilę na regenerację. Na pewno się nam za to odwdzięczy.
5. Sensowny plan treningu - tutaj krótko - nie robić nic ponadto, co się zaplanowało. Zdaję sobie sprawę, że czasem biegnie się fantastycznie lub chce się wyprzedzić tego jegomościa, który biegnie obok nas. Nie warto. Trening to trening. Poza osobistą satysfakcją z lepszych osiągów tego dnia lepiej pozostawić poprzeczkę na swoim miejscu. Dodatkowo, co jest bardzo ważne - jesli czujemy, że coś jest nie tak, należy niezwłocznie przerwać trening. Zdrowie jest o wiele bardziej istotne, niż aspiracje.
6. Środki doraźne - polecam zakup żelu mrożącego. Świetnie sprawdza się przy pierszych objawach kontuzji, a także w rehabilitcacji. Dodatkowo warto zaopatrzyć się w żel przeciwzapalny.
7. Suplementy diety - próbowałem wielu rzeczy: mieszanek, suplementów dla sportowców, kwasów hialuronowych, kolagenów. Najlepsze odczuwalne efekty dawała mi... zwykła glukozamina.
Dodatkowo w obuwiu codziennym stosuję wkładki stabilizujące stopę. To również myślę, ma niebagatelny wpływ na niwelowanie objawów mojej kontuzji i zapobieganie kolejnych.
Jak widzisz drogi czytelniku, kontuzja nie oznacza końca treningów. Z mojej strony wyjście z niej podzielić moge na dwa etapy. Iszy - cierpliwe czekanie na zakończenie rehabilitacji oraz IIgi - powolne i bezpieczne rozpoczęcie treningów. Tym razem z głową i solidną baza informacji! Póki co idzie mi nieźle i myslę, ze w końcu dotrwam do maratonu :)
Ciekaw jestem, czy ktoś z wam pomimo problemów z chondromolacją, również miałby jakieś rady lub spostrzeżenia?
Pozdrawiam, K.







