chondromalacja rzepki w Tatrach

Sytuacja miała miejsce na wakacjach w Zakopanem we wrześniu 2012 roku. Ja zapalony turysta górski, który odkąd nauczył się chodzić co roku jeździł w Tatry niczego się nie spodziewałam, a już napewno tego, że kolano odmówi mi posłuszeństwa. Już pierwszego dnia podczas wycieczki na Czerwone Wierchy przy schodzeniu z Ciemniaka zaczęłam czuć silny bół i takie specyficzne kłucie. Po niedługim czasie od wierzchołku ból zaczął być nie do wytrzmania, schodziliśmy z moim partnerem aż do zmroku, na dole byłam wykończona tym długim schodzeniem, na zasadzie dwa kamienie w dół i chwila postoju. Następnego dnia rano było normalnie więc ja jako zapalony turysta (dzień bez wycieczki dzień stracony) poszłam na przełęcz pod kopą i na kasprowy, zjechałam wagonikiem, więc wszystko było super, kolano nie bolało. Kolejnego dnia postanowiliśmy iść na przełęcz Zawrat przez Halę Gąsienicową, była piękna pogoda, weszliśmy na przełęcz, przy schodzeniu do Pięciu stawów polskich zaczęła się burza, więc przyspieszyliśmy kroku i tu moje kolano się odezwało, ale tempo mieliśmy takie a burza tak waliła, że zagłuszyłam ból. Doszliśmy do schroniska, żeby przeczekać burzę i odpocząć, jeszcze nie wiedziałam, że najgorsze dopiero przede mną. Postanowiliśmy ruszyć Roztoką w dół, tymczasem ja wstaję z ławki i nię mogę iść, powoli rozgrzałam kolano, schodzenie od schroniska do wodogrzmotów zajęło nam kilka godzin, aż do zmierzchu. Po drodze jedna osoba spytała, czy jest potrzebny bandaż, tak się nikt nami nie zainteresował. Przeszłam kilka kroków i stałam, w pewnym momencie mówię do mojego partnera, że nie dam rady i chyba trzeba będzie wezwać TOPR żeby mnie znieśli, ale do końca walczyłam i udało mi się o własnych siłach zejść. Wychodzę z założenia, że TOPR wzywa się w ostateczności, dlatego czekałam do momentu gdy naprawdę niemogłabym dać kroku, a ja mogłam iść ale z tak potwornym bólem, że łzy same mi leciały. Od wodogrzmotów do parkingu podjechałam konikiem, następnie busem do zakopanego i Pan był tak miły, że podwiózł mnie pod sam szpital. Lekrz zrobił mi RTG i zbadał i od razu stwirdził chondromalacja rzepki, wogóle nie dziwiło go to, że przy wchodzeniu jest dobrze a przy schodzeniu potworny ból, gdyż przy schodzeniu kolano inaczej się układa i rzepka przeskakuje. Powiedział, że opaskę którą nosiłam (taka biała, bez wycięcia) tylko pogorszyła sytuację, bo dociskałam sobie rzepkę w niewłaściwym położeniu, trzeba mieć opaskę z wyciętym kółkiem. Dla mnie to był koniec wakacji i tydzień snucia się po Zakopanem, gdyż woda w basenie stawiała tak duży opór, że potęgowała ból, pozostały ulice i knajpki, Gubałówka i Butorowy Wierch. Lekarz zalecił udanie się do Kliniki Rehabilitacji i naklejenie na kolano plastrów kinesiotaping, zrobiłam to. Czy plastry pomogły, nie wiem, ciężko stwierdzić, może trochę, ale oszołomiona nimi nie byłam, w dodatku bardzo uważałam pod prysznicem żeby ich nie moczyć a i tak szybko się odkleiły, jedyne co to zwracałam tym obklejonym kolanem uwagę turystów. Po kilku dniach podjęłam próbę pójścia gdzieś blisko, poszliśmy na Sarnią Skałkę, a raczej pod, bo ja czułam, że nie wejdę na szczyt. Przy zejściu zaczął się znowu potężny ból. Po powrocie do domu skorzystałam z dwutygodniowej rehabilitacji, która trochę pomogła. Postanowiłam poszukać dobrego stabilizatora, żeby kolejne wakacje mieć udane i wtedy zakupiłam w sklepie ortopedio stabilizator na kolano, z wyciętym kółkiem, firmy Mueller. REWELACJA ! Byłam w lipcu 2013 roku w Tatrach i dzięki temu stabilizatorowi mogłam chodzić wszędzie, byliśmy na Świnicy, Krzyżnem bez żadnego bólu. Wieczorem jak zdejmowałam stabilizator też nie czułam bólu, jedynie taką niepewność bo było nagle takie luźne. Staram się jeździć na rowerze, ćwiczyć na prawe kolano z takim woreczkiem położonym na stopie. Teraz gdy stoję w pracy przez 8 godzin boli mnie to kolano, smaruję maścią borowinową oraz z sadła świstaka, ale najwięcej daje jazda na rowerze. Pozdrawiam i polecam z całego serca stabilizator na kolano firmy Mueller ( stabilizator kolana z stabilizacją rzepki i uniwersalnym usztywnieniem). POZDRAWIAM i życzę dużo zdrowia



Dorota - super historia. O ile można mówić, że było super w momencie kiedy nie mogłaś już iść a tu cały czas wysokie góry:) Ja kiedyś (mimo, że bez kontuzji się obyło) ale na Czerwonych Wierchach dopadła nas taka mgła, że widoczność na 3,4 metry, a wiatr, że musieliśmy się kłaść na skałki, żeby nas nie zwiało. Z perspektywy czasu fajnie się opowiada ale chwile grozy były:) Super, że stabilizator daje radę. HG80 Mueller'a to jeden z najlepszych w swojej kategorii i widać, że nie tylko na boisko się nadaje ale rónież w wysokie góry:) Dużo zdrowia i jak najwięcej nowych wypraw życzymy! Pozdrawiam Tomek Ortopedio.pl