A tak po naszemu, to skręciłem kostkę :)
Zeszłej jesieni, a dokładnie na początku października, jak co piątek poszedłem z kolegami pograć w piłkę na Orliku.
W pewnym momenice podczas gry wyskoczyłem do główki, pech chciał, że nie ja jeden. W powietrzu doszło do zderzenia, w wyniku czego zmuszony byłem lądować awaryjnie i podczas przyziemienia skręciłem kostkę ! Od razu poczułem silny, przeszywający ból po zewnętrznej stronie nogi, tuż pod kostką. Pomyślałem: "Tylko nie teraz! Przecież za 2 tygodnie rajd. Super, skręciłem tą kostkę już trzeci raz w przeciągu 2 lat, ciekawe ile tym razem będę ją leczył?" Jeszcze kilka akcji udało mi się przekuśtykać, po czym zmuszony byłem resztę meczu spędzić na bramce :/
Po powrocie do domu obłożyłem kostkę lodem i obwinąłem wszystko bandażem. Ten zabieg z pewnością skrócił czas mojej rekonwalescencji o jakieś 2 dni :D Na razie było widać tylko niewielką opuchliznę oraz zaczerwienienie skóry wokół kostki. Na szczęście znalazłem w domu trochę maści 'Napr......', której używałem przy poprzednim skręceniu. Przydała się idealnie na noc.
Następnego dnia rano wszystko było jasne, kostka spuchnięta jak chol..., boli, chodzić się prawie nie da. No nic, posmarowałem maścią i próbowałem jej zbytnio nie forsować (tzn. starałem się normalnie funkcjonować, ale bez większego wysiłku, absolutnie nie kłaść się do łóżka!). Po południu znowu dałem lodu, a na wieczór maści. Tak robiłem przez kolejne dni. Z dnia na dzień było widać poprawę: opuchlizna coraz mniejsza, większa ruchomość stawu, po 4 dniach już nawet chodzić dało radę bez większego bólu.
Po tygodniu mogłem normalnie chodzić. Zostało tydzień do rajdu, "Ciekawe, czy zdążę się wykurować..?". Po kolejnych 2 dniach z zaciśniętymi zębami poszedłem troche pobiegać. Noga jednak bolała przy wysiłku. W dalszym ciągu nie rozstawałem się z lodem i maścią. Za następne 2 dni kolejna próba sił podczas biegu, no i tym razem było już lepiej. Troche bolało, ale bez wykręcania stopy na boki i innych udziwnień było nawet ok. Decyzja: "Jadę na rajd!"
W piątek, 2 tygodnie od skręcenia popsikałem chyba z połowę nogi sprayem przeciwbólowym 'Stop Pa...', założyłem usztywniacz na kostkę, do tego sportowe buty i stanąłem na linii startu. Była to impreza z serii PPPMnO. Trasa rajdu na orientację wiodła w większości przez pola, lasy i inne mniej lub bardziej dzikie tereny. Przez kilka pierwszych km w głowie miałem tylko jedno: "Człowieku, tylko stawiaj tą stopę prosto!". Kilka razy się nie udało i kostka dała wtedy znać o sobie. Na półmetku prawie zapomniałem o swojej kontuzji, a gdy zbliżałem się do mety, noga była jak nowa!
Może troche to dziwne i wbrew logice, ale po pokonaniu przeszło 100 km pieszo wyleczyłem kostkę zupełnie :) Następnego dnia wszystko było ok, ból nie powrócił, kostka nie spuchła.
Podsumowując, w tym przypadku aż ciśnie się na usta: Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni!
Pozdrawiam,
Maciek.