Jak zdobyłam Boston mając ITBS
Jak doszło do kontuzji?
29go września 2013 roku przebiegłam swój pierwszy maraton. Wbiegając na metę Stadionu Narodowego i łamiąc w debiucie 4h wiedziałam, że właśnie rozpoczęłam maratońską przygodę. Kilka dni po maratonie wymyśliłam sobie, że moim kolejnym biegowym celem będzie zdobycie Korony Maratonów, a 4 brakujące maratony postanowiłam przebiec w 2014. Jak postanowiłam tak zrobiłam i w ten oto sposób w ciągu 12 miesięcy i 2 tygodni przebiegłam 5 maratonów. Przygotowując się do nich czyli w okresie czerwiec 2013 – październik 2014 przebiegłam 3000km, a 2800km przejechałam na rowerze. Dla mojego organizmu był to oczywisty SZOK. Zawsze byłam aktywną osobą, ale nie aż tak. I to był pierwszy z powodów mej kontuzji PRZECIĄŻENIE ORGANIZMU. Do tego doszły inne czynniki jak ZŁE OBUWIE. Używałam butów biegowych, ale nie z tak dobrą amortyzacją z jaką powinnam. Poza tym, buty biegowe zużywają się po przebiegnięciu średnio 800km i wtedy powinniśmy je wymieniać. Oczywiście ja nie przestrzegałam tej zasady. Jeśli jeszcze napiszę, że zaniedbywałam ROZCIĄGANIE i nienależycie wzmacniałam MIĘŚNIE POŚLADKOWE to mamy gotową odpowiedź na pytanie dlaczego akurat mi przytrafiła się ta kontuzja. Najgorsze jes to, że przytrafiła mi się ona w najmniej odpowiednim momencie ( o ile w ogóle możemy mówić o dobrym momencie na kontuzję). Po okresie roztrenowania wróciłam do biegania i zaczynałam przygotowania do 119 edycji Boston Marathon do którego szczęśliwie udało mi się zakwalifikować. Po przebiegnięciu 7km musiałam pokonać kilka schodków i gdy znalazłam się na prostej nawierzchni poczułam dziwny ból z boku lewego kolana. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale postanowiłam dokończyć trening.
Co zrobiliśmy zaraz po zdarzeniu?
Ponieważ nigdy wcześniej nie slyszałam o „kolanie biegacza” stwierdziłam, że najprawdopodobnie źle stanęłam na jednym ze schodków i to właśnie było powodem dyskomfortu. Dlatego dwa dni później znów poszłam na trening. Przez pierwsze 5 km biegło mi się dobrze, niestety od 5km znów pojawił się ból w boku lewego kolana, który z każdym przebiegniętym km się nasilał. Tego dnia zrobiłam planowane 10km, ale wiedziałam że muszę się skontaktować ze specjalistą.
Co było potem, jak przebiegały pierwsze dni od zdarzenia?
Umówiłam sie na wizytę u ortopedy. On wysłuchawszy moich opowieści stwierdził bez ogladania nogi: „ma pani kolano biegacza”. Hmmmm, że co proszę? „Kolano biegacza jest to tradycyjna przypadłość długodystansowców. Proszę sobie poczytać na internecie co to takiego. Ja pani przepisze zabiegi: laser, jonoforezę i kritoteriapie, a pani zapomina o bieganiu przez najbliże 2 miesiące”. Jak to 2 miesiące??? A Boston!? - pomyślałam w duchu i wyszłam.
Jak przebiegała rehabilitacja?
Zgodnie z zaleceniem lekarza zapisałam się na zabiegi i przestałam biegać. Na jednej z ostatnich wizyt pani rehabilitantka poinformowała mnie, że tak naprawdę te zabiegi to mi niewiele pomogą jeśli w domu sama nie bedę ćwiczyć. Poleciła mi zapisać się na kinezyterapię, co też uczyniłam. Dodatkowo zaczęłam czytać wszystkie informacje na temat tej kontuzji jakie znalazłam w internecie. To właśnie z internetu dowiedziałam się o roli rollowania, rozciągania, wzmaciania mieśnia pośladka wielkiego w walce z pasmem biodrowo-piszczelowym. Zakupiłam roller na którym się rollowałam nawet 30 minut dziennie, wykonywałam ćwiczenia które znalazłam na internecie, okładałam nogę lodem, chodziłam do rehabilitanta na terapię manualna. To wszystko sprawiło, że częściowo udało mi się wyprowadzić nogę z kontuzji. 4 tygodnie przed Bostonem zaczęłam powoli biegać. Pierwszy raz w życiu za namową rehabilitanta biegałam metodą Gallowaya (bieganie na przemian z marszem), by nie nadużywać kolana. Po pierwszych treningach zaobserwowałam dziwne „zjawisko”, a mianowicie niektóre treningi pokonywałam płynnie, ale były takie podczas których po przebiegnięciu np 8km nagle usztywniało mi kolano, tak że nie mogłam biec i musiałam maszerować do domu. To usztywnienie nie było poprzedzone żadnym bólem w lewej części kolana.
Jak jest dziś i co zrobilibyśmy inaczej?
Lecąc do Bostonu wiedziałam, że nie jestem sprawna w 100% nie mówiąc już o byciu przygotowaną do zawodów. W tej sytuacji moim celem stało się po prostu ukończenie biegu w regulaminowym czasie 6h 30 min. Po przebiegnięciu 22k (metodą Gallowaya) nastąpiło to co miało nastąpić usztywnienie. Kolejne 17km szłam w deszczu i silnym wietrze, ale byłam bardzo zdeterminowana by zobaczyć metę. 1 mile przed metą udało mi się wrócić do biegania i z radością oraz łzami w oczach przebiegłam linie mety w całkiem niezłym czasie 4h 52 min. Po maratonie w Bostonie zrobiłam sobie 6 tygodniową przerwę od biegania. 4 tygodnie temu wróciłam do treningów. Póki co odpukać jest dobrze, nic nie boli, nic nie usztywnia. Mam nadzieję, że ITBS to koszmar który już nie powróci, a kolejny maraton uda mi się przebiec w całości. ITBS to kontuzja, która nauczyła mnie jak ważne jest: • Rozciąganie, rozciąganie i jeszcze raz rozciąganie • Wmacnianie mieśni pośladkowych • Buty z dobrą amortyzacją • Odpoczynek
Aneta Szuba







