Podczas biegu przełajowego po górach (październik 2011) doznałam niemiłej kontuzji, której nie umiem się pozbyć. W trakcie zbiegu po ostrej kamienistej drodze poczułam silny wręcz kłujący ból w kolanie, w okolicach rzepki. Nie wykręciłam kolana, ani nie uderzyłam... poprostu zaczęło nagle boleć. Z zaciśnetymi z bólu zębami dobiegłam do mety, jednak przez kolejnych kilka dni nie potrafiłam chodzić. Logiczny w tym przypadku był odpoczynek i regeneracja. Jednak po tygodniu postanowiłam już się delikatnie rozbiegać. Ku zaskoczeniu, ból w kolanie znów uprzykrzał mi bieg, zarówno ten, jak i kolejne. Co dziwne doleglwości pojawiały się tylko w trakcie biegu po czym sam znikały. Nawet podczas zwykłego chodzenia nic nieczułam. Planując kolejne starty w wiosennym sezonie musiałam zadbać o kondycje kolana. Zmieniłam obuwie, technikę biegania, która odciąża kolana... i przez pierwszy miesiąc biegłam szczęśliwa jak małe dziecko bo ból zniknął! Jak się okazało nie na długo bo kontuzja wróciła i to z podwójną siłą! :( Wtedy polecono mi dobrego fizjoterapeutę, który leczy kolana sportowcom. Udałam się do niego i zdiagnozował uraz w pasmie piszczelowo-biodrowym. Generalnie przyczepy łączące biodro z kolanem mam w taki sposób naciągniętę, że uciska mi to na rzepkę i stąd pojawia się ból podczas tego rodzaju wysiłku. Po 2 miesiącach rehabilitacji, w której skład wchodziły ćwiczenia rozciągające, stabilizujące, rozluźniające, prostowanie miednicy i bioder, jak i uciskanie manualne nerwów przy biodrze. Jak się okazało podczas terapii manualnej, przy uciskaniu nerwu z biodra, ból w kolanie momentalnie schodził! W związku z tym mam za zadanie uciskać sobie raz dziennie bodro aby w ten sposób rozluźnić przyczepy mięśniowe, no i oczywiście ćwiczenia rozciągające. Jest to żmudna i długotrwała robota a czasu mam mało, gdyż za miesiąc mam zamiar wystartować w półmaratonie. Nadzieją jest w tym przypadku terapia igłowa, której chcę się poddać. Polega ona na ukłuciu mięśnia igłą w taki sposób by sie rozluźnił. Nie będzie wtedy naciskał na staw i rzepkę, a za tym idzie brak bólu podczas biegania przez dłuższy czas! Mam nadzieję, że to faktycznie pomoże! Choć przede mną jeszcze rezonans magnetyczny kolana, który ma wykazać zmiany w stawie. Dodam jeszcze, że trafiłam na dobrego chirurga, który mnie pocieszył, że mam poprostu taką naturę i w taki sposób rozbudowane mięśnie, że nachodzą dalej niż powinny! Ale jak to mówia - ten typ tak ma! Na szczęscie mój fizjoterapeuta chce przechytrzyć moją złą naturę :) Od wielu lekarzy słyszałam, żeby może zacząc grać w szachy lub bierki... a ja powiedziałam, że się nie poddam bo bieganie stało się moim sposobem na życie! I dlatego walczę do końca :) być może ktoś z Was miał podobny problem i sobie z nim poradził. Czekam na rady i podpowiedzi, bo być może jest jeszcze jakiś sposób, o którym nie wiem?Pozdrawiam wszystkich zagorzałych sportowców! :):):)