Krwiak w czworogłowym uda

Witam. Kontuzja, którą zamierzam opisać, miała miejsce we wrześniu 2004 roku, gdy jako szesnastoletni licealista uczestniczyłem w lekcji wuefu. Na początek dodam jednak, że trenowałem wtedy dość wyczynowo pływanie i wszelkie poważniejsze kontuzje mogły skutecznie utrudnić cykl treningowy.

Otóż w czasie pamiętnej lekcji wychowania fizycznego graliśmy z chłopakami w piłkę ręczną. Wszystko szło dobrze do momentu, gdy próbę rzutu na bramkę zablokował mi kolega z klubu. Nadziałem się udem na jego kolano i padłem na ziemię, czując przy tym przeszywający ból w nodze. Po chwili jednak wstałem i kontynuowałem grę, choć ból dawał o sobie znać dość solidnie. Możliwość zginania nogi w kolanie została mocno ograniczona, a każda próba kończyła się silnym bólem.

Przez kilka dni stosowałem różne maści - rozgrzewające, przeciwbólowe, jednak nie dawały one dobrego rezultatu. Z początku zbagatelizowałem sprawę myśląc, że mam zwykłego siniaka. Gdy jednak po kilku dniach wciąż nie mogłem zginać nogi w kolanie, doszedłem do wniosku, że pora przeprosić się z przychodnią.

Po wstępnych oględzinach dostałem skierowanie na badanie ultrasonografem, które wykazało, że mam olbrzymiego krwiaka w udzie. Dziwne, że nie było go widać gołym okiem - z zewnątrz nie pojawił się żaden siniak, nic. Diagnoza pani doktor była taka, że krwiak się wchłonie, ale mięsień może nie być taki sprawny jak wcześniej. Dostałem odpowiednie lekarstwo i miałem stawić się za jakiś czas.

Ponieważ w zasadzie nie mogłem zginać nogi, na basenie ćwiczyłem jedynie ręce. Muszę przyznać, że jeżeli ktoś chce na basenie wzmocnić obręcz barkową, niech potrenuje miesiąc używając jedynie rąk - efekt gwarantowany.

W czasie mojego leczenia dowiedziałem się, że odbędą się zawody lekkoatletyczne, w których mógłbym pobiec na dystansie 1500 metrów. Nie byłem zapalonym biegaczem, ale w czasie sprawdzianów na 1000 metrów moje wyniki były zawsze bardzo dobre, dlatego też uznałem, że warto się zgłosić. Problemem była tylko moja noga. Sprawdziłem czy przypadkiem nie da się zrobić czegoś, aby dała radę zgiąć się na tyle, aby umożliwić swobodny bieg. No i dało się. Wprawdzie musiałem ją bardzo długo rozmasowywać, rozgrzewać, wcierać pół tubki Ben Gaya, a na koniec owinąć dwie opaskami uciskowymi. Po tych zabiegach byłem niemal tak sprawny jak przed wypadkiem. Cały stadion śmierdział moją mentolową maścią, ale w końcu to maść dla sportowców - nikogo nie powinno dziwić jej używanie. Do mety dobiegłem w połowie stawki, wyprzedzając na finiszu kilku przeciwników - ostatnie metry to był sprint. Z czołówką nie miałem szans, wszak byli to zawodnicy trenujący bieganie wyczynowo.

Domyślacie się zapewne, że następnego dnia noga była sztywna jak kij i ledwo mogłem nią poruszać. Chodzenie sprawiało mi trudność, a robienie nawrotów na basenie to był kocert bólu. Czułem wręcz jak orkiestra złożona z małych fragmentów mojego krwiaka wygrywa Marsz Radetzkiego przy każdym odbiciu od ściany basenowej. Postanowiłem, że od teraz będę się oszczędzać.

"Nową przypowieść Polak sobie kupi, iż przed szkodą i po szkodzie głupi". Gdy pojawiła się opcja startu w kaliskim Biegu Ptolemeusza na dystansie 10 km, stwierdziłem, że to chyba nie dla mnie. Nie miałem wątpliwości, że dam radę przebiec taki dystans, ale na początku października noga wciąż była niesprawna. Jednakże w dzień zawodów poszedłem się zapisać, stanąłem na starcie i pokonałem całą trasę. Ponieważ bieg przebiegał główną ulicą Kalisza - 5 km w jedną stronę, 5 km z powrotem, zatem całe miasto czuło bijący ode mnie mentolowy zapach Ben Gaya. Z czasem 51 minut dobiegłem na metę, a udo, o dziwo, było całkiem sprawne.

Jak się okazało na drugi dzień - nie było. Znów nie mogłem ruszać nogą przez kolejny tydzień. Na dodatek obie nogi bolały mnie od biegu i były jak z ołowiu, przez co przez kilka dni chodziłem jak cyrkiel. W końcu jednak dałem im odpocząć i po około 2 tygodniach od startu na 10 km poszedłem do lekarza. W badaniu USG wyszło, że krwiak już prawie w całości zniknął, a ze mną będzie dobrze.

Dziś miejsce, w którym niegdyś zebrała się krew, boli czasami po większym wysiłku. Nie jest to duży ból i przechodzi dość szybko, ale zastanawiam się czy bieganie w tamtym okresie miało jakiś niekorzystny wpływ na rehabilitację nogi. Podejrzewam, że tak. Myślę, że gdyby sytuacja ta wydarzyła się dziś, odpuściłbym na jakiś czas niepotrzebną aktywność fizyczną, a skupił się na leczeniu. Może dzięki temu skróciłoby się ono z 2 miesięcy do około 3-4 tygodni, a cierpienie z tym związane byłoby mniejsze. A może zrobiłbym jednak tak samo? Nigdy nie wiadomo.