O jeden raz za daleko

Mimo że moich kontuzji było dość wiele, postanowiłem wybrać tą, która zmieniła moje podejście do sportu. Od 6 lat uprawiam free runing czyli bieganie po mieście połączone z efektownymi akrobacjami. Podczas jednego z wielu przeciętnych treningów na którym byłem z kolegami, trenowaliśmy siłę mięśni górnej partii ciała oraz naszą równowagę. Innymi słowy biegaliśmy po barierkach, wspinaliśmy się po nich i skakaliśmy z jednej na drugą, nieżadko mając pod sobą kilka metrów przepaści.
Zawsze staramy się uważać, każdy trening jest potencjanie zakończony kontuzją, tak było i tym razem.
Zbierając się już do domu po owocnych godzinach wylewaniu potu, postanowiłem skoczyć raz jeszcze, na odchodnego. Pech chciał, że wraz z potem wylałem krew i łzy.
Być może z powodu nieuwagi, braku skupienia, a może i przez złą przyczepność butów doszło do poważnego wypadku.
Podczas lądowania jedna noga omsknęła mi się z rurki i kolanem uderzyłem w wystający poniżej kant betonowego muru. W ten sposób rozciąłem dresy, skórę i poważnie uszkodziłem więzadła w kolanie. Pierwsze wrażenie, szok! Niewiarygodnie duża ilość krwi, która spłynęła po goleni i łydce wchłaniając się w skarpetki i buty natychmiast zaczęłą tężęć. Jedyną dobrą rzeczą w tym momencie był fakt, że do zdarzenia doszło pod przychodnią. Niestety prywatną, ale opatrunek od tych dobrych ludzi uzyskaliśmy.
Pytanie co robić dalej? Dzwoniąc na pogotowie dowiedzieliśmy się, że do tak błachych przypadków karetki nie są wysyłane.
Z jednej strony rozumiem postawę lekarzy, ale nie łatwo było iść do szpitala blisko 1,5km. Gdyby nie przyjaciele, którzy byli ze mną tego dnia i byli mi oparciem, a kiedy tylko mieli siły to i nieśli mnie, byłoby ze mną krucho.
Na miejscu decyzja padła natychmiast. Sam zabieg, w tym szycie było wyjątkowo sprawnie przeprowadzone za co jestem niezwykle wdzięczny będącym tam lekarzom.
Pierwsze dni, a nawet tygodnie były niezwykle ciężkie. Zciągając się skóra i nie wpełni sprawne kolano trochę utrudniały życie. Zmiana bandaży bywała bolesna, ponieważ gaza przyklejała się mimo usilnych starań oraz wplątywała w wystające szwy.
Jednym z lepszych działań podczas rechabilitacji było smarowanie rany maścią zawierającą Polskie zioła oraz miód. Następnie po przeczytaniu artykułu o specjalnych gojących właściwościach miodu postanowiłem smarować wyłącznie nim. Rezultaty były oszałamiające, nigdy nie spodziewałbym się, że zwykły miód (naturalny!) potrafi tak pomóc.
Gorąco polecam wszystkim!

Obecnie ćwiczę dalej, czuję się dobrze i nie zamierzam przestawać. Zdarzenie to nauczyło mnie, że nie warto robić czegoś ponad swoje siły tłumacząc się, że to "ostatni raz i do domu". Jeżeli jesteś zmęczony i rozkojarzony nie rób nic więcej, dokończysz jutro. Poza tym, gdyby miało dojść mimo wszystko do kontuzji, zabrałbym ze sobą pieniądze na trening i wezwał po wszystkim taksówkę obierając kierunek na pogotowie ;)

Dziękuję za uwagę. Powodzenia w dochodzeniu do siebie i pamiętajcie, polecam miód!