Od F-16 do R2
Uraz: Zerwanie więzadeł: ACL, PCL, oraz oba poboczne; uszkodzenia paru przyczepów mięśni( szczególne podkolanowe ); opadająca stopa w wyniku zerwania nerwów w okolicy kolana; połamana rzepka( nie była skutkiem bezpośrednim opisanego wypadku, ale konsekwencją odwapnienia kości lewej kończyny związanego ze zbyt długim unieruchomieniem nogi)
Witam. Tak jak większość osób tutaj zostałem zaproszony do opisania mojej historii. Historii choroby i powrotu do zdrowia. W tytule mojego tematu widnieją dwa skróty. Pierwszy z nich dotyczy początku mojej długiej, bo pięcioletniej drogi do względnie pełnego zdrowia, a może nawet nie tyle do zdrowia ile do zrozumienia, że to zdrowie jest w mojej głowie. W wieku 15 lat poszedłem do Liceum Lotniczego w Dęblinie. Przez dwa lata udało mi się utrzymać kategorie zdrowia na samoloty odrzutowe. Miedzy innymi wspomniane przez mnie F-16. Kategoria ta oznaczała idealny wzrok, doskonale prosty kręgosłup, proste przegrody w nosie i wiele innych cech organizmu, które sprawiają, ze na 2000 osób rekrutujących się do tej szkoły kategorie te utrzymało około 30. Niestety... wakacje 2009 miały być najszczęśliwszymi w moim życiu ( odbyte szkolenie spadochronowe i początek szkolenia szybowcowego), a okazały się początkiem końca marzeń o lataniu ) Po paru dniach przygotowań nadszedł czas na pierwsze loty, oczywiście póki co w roli pasażera. Niestety nasz instruktor musiał przełożyć loty na następny dzień ze względu na inne obowiązki służbowe. W związku z wolnym dniem postanowiliśmy pobiegać na pobliskim stadionie. Podczas schodzenia ze schodów prowadzących na trybuny poślizgnąłem się na mokrych, wyślizganych stopniach i zacząłem spadać w dół. Zasłoniłem głowę i czekałem aż sturlam się do końca schodów. Pechowo moja noga wpadła w poręcz schodów, a grawitacja i pęd ciała zrobiły swoje... kolano, a właściwie ta jego cześć znajdująca się w dół od stawu zostały wyrwane i przesunięte na zewnęczną stronę kości udowej... Ból nie pojawił się od razu. Właściwie nie było go na początku wcale, chociaż od razu wiedziałem, że dziwnie pokrzywiona noga oznacza duże kłopoty i nie skończy się na gipsie. Dzięki pomocy moich dwóch kolegów zostałem szybko przetransportowany do lokalnego szpitala. Po prześwietleniu nogi lekarze z ponurymi minami podali mi zgodę na wykonanie nastawienia nogi pod narkozą. Wtedy jeszcze głęboko wierzyłem, że to może być już koniec problem. W końcu w wielu filmach takie „nastawienie” ręki, czasem nawet na żywca, dawało zadowalające efekty… życie skorygowało moje wyobrażenia. Wypadek miał miejsce 4 sierpnia. Następnego dnia rodzice zawieźli mnie do wojskowego szpitala na ul. Szaserów w Warszawie ( tego samego którym J. wałęsa został doprowadzony do „stanu używalności” po wypadku motocyklowym ) Wszyscy myśleliśmy że szpital ten jest najlepszym miejscem do jakiego mogłem trafić…
Niestety, czy to z braku dobrej woli, czy z powodu wakacyjnych urlopów lekarzy, czy tez z powodu nieporozumień spędziłem w szpitalu 3 tygodnie leżąc bezczynnie. (dodam tylko, że parę miesięcy później dowiedziałem się, że czasami wskazane jest operowanie takiego urazu od razu, „ na gorąco”, szczególnie jeżeli chodzi o nerwy, wtedy można je odbarczyć – czyli zredukować ucisk opuchniętych tkanek; czy nawet zszywać dwa zerwane końce co daje dużo lepszy efekt niż późniejsze przeszczepianie dłuższych fragmentów). Lekarze odesłali mnie do domu na kolejne dwa miesiące, cały czas w gipsie. Po powrocie do szpitala dalej nie zaproponowano mi żadnego sensownego leczenia. Musze dodać że byłem wtedy młodym 18 letnim chłopakiem, dla którego najważniejszy był SZYBKI powrót do zdrowia. Po czasie spędzonym w szpitalu zrozumiałem, ze powrót do szkoły, a tym bardziej do latania jest już niestety niemożliwy… Wspólnie z rodzicami zdecydowaliśmy, że musimy wziąć sprawę mojego leczenia we własne ręce. Na początku listopada 2009 skontaktowaliśmy się z dr Grzegorzem Adamczykiem, który od razu zaproponował sensowne leczenie. Operacją odbyła się w Carolina Medical Center w Warszawie. Było to tzw. Leczenie prywatne. W pełni odpłatne… koszt operacji to … 35 000 zł. Na tamten czas była to dla nas niebotyczna, prawie, że nieosiągalna kwota ( tutaj jednak pomogła cała rodzina, od dziadków, przez różnego rodzaju krewnych – którym jestem i będę zawsze wdzięczny ). Zapłaciliśmy za jakość usług, doskonałą opiekę i fakt, że 27 listopada po 14 godzinach operacji moje kolano zostało poskładane do kupy. Teraz czekały mnie 3 miesiące intensywnej rehabilitacji ( najpierw 3 x w tygodniu w Warszawie, apotem w Lublinie ) i swoje 19urodziny obchodziłem na oddziale CMC będąc parę godzin po przeszczepie uszkodzonego fragmentu nerwu. Dodam tylko, że półtora miesiąca przed tą operacja wskutek odwapnienia kości lewej kończyny spowodowanej zbyt długim unieruchomieniem zaleconym przez lekarzy pierwszego szpitala, rzepka pękła mi na dwie części. Z racji, że byłem już zapisany na przeszczep nerwu, lekarz prowadzący zdecydował się na wykonanie natychmiastowe ( poprzedniego wieczora wrócił z konferencji w Chicago) zespolenie rzepki popręgiem Webbera, tak aby przeszczep mógł odbyć się z niewielkim tylko opóźnieniem. Po tych wszystkich operacjach rozpoczął się najtrudniejszy okres… okres potrójnej rehabilitacji: wciąż słabych jeszcze więzadeł, połamanej rzepki gdzie najważniejsza była walka o prawidłowe zgięcie kolana i wyprost, oraz intensywna stymulacja nerwu…
W sierpni tego roku minie 5 lat od wypadku. Kolano sprawuje się świetnie, biegam, jeżdżę na rowerze, gram w piłkę, a nawet zostałem wicemistrzem polski w pływaniu stylem klasycznym na dyst. 50 m na zawodach Studentów Niepełnosprawnych w Poznaniu – stad tez R2, które jest oznaczeniem kategorii niepełnosprawności w której startowałem. A skąd ta niepełnosprawność? Niestety przeszczepiony nerw ( w międzyczasie przeszedłem także drugi przeszczep w Łodzi ) nie podjął pracy i dalej borykam się z opadającą stopa. Ostatnio pojawiła się na horyzoncie „ nowa nadzieja” w postaci badań powadzonych nad komórkami macierzystymi… jednak jest to kwestia paru, a być może parunastu lat. Podczas okresu rekonwalescencji używałem wielu aparatów AFO – czyli tzw. Stopek, które podtrzymują opadającą stopę tak by można było normalnie chodzić. Używałem tych tańszych, plastikowych modeli, które jednak nie nadają się kompletnie do jakiejkolwiek aktywności wykraczającej poza chodzenie do lodówki i toalety… doskonałym rozwiązaniem okazały się jednak kompozytowe AFO oferowane przez wiele firm. Ich stosunkowo wysoka cena ( stosunkowo, bo czyż zdrowie i sprawność nie są warte każdej ceny? ) rekompensowana jest przez ich właściwości: wytrzymałość, elastyczność i zdolność do kumulowania energii kinetycznej, która jest oddawana w trakcie chodu czy biegu w taki sposób, że po jakimś czasie niemożliwym staje się dla postronnej osoby odróżnienie osoby używającej ortezy od kompletnie zdrowej osoby. Obecnie korzystam z aparatu niemieckiego OttoBock – model Flex; który jest idealnym kompromisem miedzy elastycznością okupioną słabą wytrzymałością Dynamic Walk firmy Fillauer, a „niezniszczalnścią” i topornością zwykłego WalkOn Otto Bocka’a.
Zamierzam też wrócić do uprawiania mojego ukochanego zimowego sportu – narciarstwa. Wiem jednak, że będę do tego potrzebował naprawdę dobrego stabilizatora kolana i być może jakiegoś rozwiązania dla nieco osłabionego stawu skokowego. Z tym problemem zwrócę się jednak do specjalistów z Ortopedio.pl, za radą których kupiłem aktualne AFO, z którego jestem bardzo zadowolony.
Pozdrawiam wszystkich zmagających się z niepełnosprawnością lub kontuzjami,
Głowa do góry!







