Od pęknięcia kegosłupa do maratonu ;>
Witam, oto moja historia. Zacznę od tego, że od zawsze byłem gruby, u mnie w rodzinie tak po prostu jest. I nie będę ukrywał że dzieciaki śmiały sie ze mnie a na wfie byłem wybierany jako ostatni ;) W szkole podstawowej wjechałem na rowerze na Estakade Kwaitkowskiego w Gdyni, nie zasygnalizowałem ze skrecam (bo jeszcze mnie o tym nikt nie poinformował) i skecając wjechal we mnie samochód. Prawdopodobnie gdyby to nie był Fiat 126p nie pisałbym tego posta. Miałem złamanie kompresyjne kręgosłupa (czyli kregosłup płekł do środka), wstrząsienie mózgu, pękniete dyski na poziomie klatki piersiowej i ogromne rany na plecach. Potem, w gimnazjum chciałem coś zrobić ze swoją wagą, zacząłem więc biegać. Pierwszy mój bieg nie był dłuższy niż 1km, (ale pamiętam ten dzień bardzo dobrze). Generalnie było strasznie ciężko przez genetyke m.in udało mi sie zrzucić te kilka kilo. Lecz pojawił sie problem w postaci kontuzji kolan. Było to spowodowane tym że szybko urosłem. Błona maziowa wchodziła między rzepke i kość udową, jak to cholernie bolało! Nie mogłem jeżdzić samochodem bo po minucie jazdy musiałem prostowac kolana, coś masakrycznego. Po kilkumiesiecznej krioterapii i laserze ból na troche ustąpił. Fizjoterapia pomogła. Ale nadal chciałem schudnąć, miałem z czego, więc znowu bardzo ostro wziąłem sie za trening, w tym bieganie i kick boxing, i schudłem 18kilo. Wszystko super, ale z tym wiazały sie kolejne problemy - bolące stawy. Artresan i 4Flex do kazdego śniadania :D W te wakacje (2011) biegałem często, prawie codziennie, ładna pogoda, spokój od szkoły sprawił że było idealnie. Ale niefortunnie, na spraingu kolega złamał mi nos. Od razu poszedłem na pogotowie, RTG, skierowanie. Nos przez miesiąc był spuchnięty, okładałem go lodem. Kość zlamana a chrząstki powykręcane na wszystkie strony. Ostatni dzień wakacji, jakiś paradoks. Przestałem oddychać, bardzo bolało. Na operacje trzeba czekać pół roku, tak kazała pani laryngolog. Przez miesiac kość sie zrosła ale przegorda została tak krzywa że nie oddycham nosem do dziś. Od grudnia zacząłem treningi do maratonu. W Gdyni w zime jest dośc witrznie i zimno, w -20 biegałem po kilka km, wracajac ze szronem czy nawet lodem na plecach. W lutym zaczął mi sie robić stan ropny z tyłu tej przegrody, dostalem antybiotyk. Na tym antybiotyku przebiegłem Bieg Urodzinowy Gdyni. Teraz, choć musiałem przystopować trening ze wzgledu na tą rope, nie poddaje się. Za 5 dni mam półmaraton w Poznaniu. I wiem że tam pojade, i wiem że choćbym przeszedł jakąś tam część, to ja skończe ten bieg. Mam 19 lat a mój pierwszy półmaraton przebiegnę z obluzowanym lewym kolanem i stanem ropnym nosa. Pozdrawiam, Przemek ;)
Chwila moment, ale jak się skończyło złamanie kręgosłupa? Tak po prostu złamałeś w podstawówce i przeszło do gimnazjum? :D
Znaczy tak: jak ocknąłem sie w szpitalu to robili mi jakieś badania, nic nie czułem przez 2 tygodnie, prawie codziennie wozili mnie karetką na jakieś badania, rtg i fizjoterapie, ale nie wiem co to było dokładnie, poprostu nie pamiętam. Po dwoch tygodniach lekarz pozwolił mi siadać, ja poszedłem o krok dalej i poszedłem do toalety za co na mnie niesamowicie nakrzyczal, to pamiętam :D potem miałem problem np z tym że moj dziadek jak jechal 20km/h swoim ultra super seicento błagałem zeby zwolnil bo dla mnie to bylo jak 200/h, nie wiem czemu tak było. Potem byl okres mysle kilku (3-4) tygodni kiedy mama pomagala mi sie kapac i mogłem chodzić przez ograniczony czas, potem musiałem iść do łóżka. No i regeularnie badania połączone z jakaś smieszna rehabilitacją. Jeszcze wizyta u pana policjanta w celu wyjasnienia oklicnosci wypadku i na tym skonczyło sie wszystko. Były to wakacje więc potem pojechałem do babci, wypocząłem i było ok. Co najsmieszniejsze rower na ktorym miałem wypadek wygrałem w konkursie firmy ubezpieczoniowej Generali któy był o zasadach bezpieczenstwa na drodze :D







