Moja historia jest właściwie nauczką , którą dostałam po tym jak zawsze kpiąco i arogancko podchodziłam do tematu sprzętu . No więc kilka miesięcy temu zaczęłam przygotowania do maratonu , szybko znalazłam w swoim gronie męskie towarzystwo na długie wybiegania , a ponieważ niegdyś trenowałam lekkoatletykę ( biegałam średnie dystanse ) , miałam przewagę kondycyjną . Zwykłe dresy , ortalion , stare buty do biegania ..... Chłopcy w pełnym nowoczesnym osprzęcie ... oczywiście śmiałam się z nich , że są sprzętowymi onanistami a ludzie z dobrą formą nawet na boso biegać mogą .No i tak zajechałam jedne buty i przywiozłam sobie z domu stare adidasy , które nie pamiętałam czemu zostawiłam u rodziców ... cóż przypomniałam sobie miesiąc przed krakowskim półmaratonem , w którym chciałam wystartować i niestety nie udało się ... Biegając dziennie 12-16 km , zupełnie nie czując dyskomfortu ( pewnie pod wpływem endorfiny) doprowadziłam do bardzo bolesnej , a koniec końców fatalnie wygladającej przypadłości . Odgniatające się stopniowo i długotrwale paznokcie wytworzyły bąble pod sobą , które po pęknieciu spowodowały zejście paznokci z palcy - 7 ( słownie : siedmiu ) DOSŁOWNIE zostałam z 3 paznokciami ... stare buty do kosza bez zmiłuj się , od dziś promuje bieganie tylko TYLKO w dobrych butach i nie kpię z przykładania wagi do dobrego sportowego sprzętu ...