Snowboardowe zakończenie sezonu

oto czym się zajmuję: http://vimeo.com/28568928

 

    Cześć nazywam się Michał Surdej i chciałbym przedstawić wam moją historię, abyście w podobnej sytuacji wiedzieli jak najszybciej i najbezpieczniej wygrać z kontuzją. Już od najmłodszych lat byłem bardzo aktywny, a swoje korzenie zapuściłem głęboko w świecie sportu. Codzienne treningi i wielotygodniowe obozy odcisnęły na mnie swoje piętno, dlatego też każda chwila spędzona bez aktywności jest dla mnie jak więzienie. Moja udręka zaczęła się kilka tygodni temu, kiedy to na górskich stokach panowały wyśmienite warunki do uprawiania freestylowego snowboardingu. Palące słońce i dość wysoka temperatura sprawiają, że stok staje się miękki, a przez to bardzo sprzyjający nauce nowych ewolucji. Końcówka sezonu zimowego to także czas, który każdy freestylowy snowboardzista kocha chyba najbardziej ze względu na sporą ilość dobrych imprez i zawodów. Ja również postanowiłem uciec od miejskiego zgiełku i udałem się do Zakopanego na długo przeze mnie wyczekiwaną imprezę. Sobotni poranek przywitał nas piękną pogodą, niewiele myśląc zaliczyliśmy szybkie śniadanie i biegiem popędziliśmy na Gubałówkę. Tego dnia nie było chyba w snowparku osoby, z którą nie przybiłbym piątki, cała Polska zjechała się w to właśnie miejsce ze względu na warunki śniegowe i pogodowe. Od razu wziąłem się za intensywną rozgrzewkę, by jak najszybciej dołączyć do znajomych jeżdżących po przeszkodach. Na początek sekcja jibbowa, kilka rurek i boksów ustawionych jeden za drugim, idealny plac zabaw gwarantujący niekończącą się zabawę. Wraz z kolegami nieprzerwanie przez 2-3 godziny robiliśmy nawet najtrudniejsze triki i wydawało się, że tego dnia wszystko jest możliwe. Postanowiliśmy przenieść się na sekcję skoczni, nie za duże wybicia z przyjemnym lądowaniem, a lotu było ok. 10 m. Kilka pierwszych skoków kontrolnych dla złapania pewności siebie i można zacząć rotacje. Na najeździe nic nie zapowiadało nieszczęścia, niestety wciąż podnosząca się temperatura sprawiła, że śnieg stał się wolniejszy i po zakończeniu rotacji przekonałem się, że nie dolecę do lądowania. Uderzyłem w płaską część skoczni, a impet i prędkość, z jaką leciałem wysłały mnie lotem pikującym w dół lądowania. Na nic zdały się próby wyjścia z opresji poprzez salto, a ten piękny lot zakończyłem turlając się w dół stoku. Dziwne uczucie, trochę jakby w pralce, chociaż w pralce nigdy nie byłem. Widzisz ziemię, niebo, ziemię, niebo i tak w kółko, masz wrażenie, że to się nigdy nie skończy. Podczas tego kabaretu moje myśli o praniu przerwał nagle trzask i potworny ból lewej kostki. Nie do końca wiem jak to się stało, ale najprawdopodobniej deska utkwiła czubkiem w śniegu, a ja postanowiłem lecieć dalej. Kiedy przestałem się kręcić natychmiast zainteresowałem się swoją kostką, która momentalnie się usztywniła, a ból sparaliżował mi nogę aż do kolana. To okropne uczucie, kiedy to człowiek nie wie jeszcze co się stało minęło po kilku sekundach, kiedy to wyrzut adrenaliny do krwi złagodził trochę ból i znowu mogłem poruszyć nogą. Szybkie badanie i oględziny pozwoliły mi stwierdzić, że noga się nie złamała, więc czym prędzej, choć trudno powiedzieć, że było to prędko, przetransportowałem się w miejsce dla mnie bezpieczniejsze i takie, z którego w razie potrzeby mógłbym zostać opatrzony przez pomoc medyczną. Kiedy tylko wdrapałem się w górę stoku, bez zastanowienia zdjąłem but snowboardowy i nałożyłem na kostkę okład chłodzący, co było najłatwiejszym zadaniem ze względu na ilość śniegu dookoła. Kiedy tak siedziałem i przyciskałem okład do nogi, powtarzałem sobie w głowie, że to tylko małe skręcenie i jutro na pewno będę mógł jeździć na zawodach, na które specjalnie przejechałem te kilkaset kilometrów. Wieczór tego dnia szybko rozwiał moje wątpliwości, czułem się naprawdę fatalnie, a każdy postawiony przeze mnie krok powodował okropny ból, właściwie uniemożliwiał mi chodzenie. Mimo ciągłego chłodzenia stawu, niedzielny poranek nie przyniósł żadnej poprawy. Całe szczęście, okłady chłodzące zapobiegły powstaniu wysięku i mogłem chociaż założyć buty. Po powrocie do domu mój stan niewiele się poprawił, wiedziałem też, że najprawdopodobniej ominie mnie bardzo fajna impreza w Czechach, na którą właściwie czekałem od 2 miesięcy. Nie wiedziałem co myśleć, jednocześnie byłem wściekły, smutny, rozżalony, chociaż wszyscy dookoła pocieszali mnie powtarzając popularne - „nawet mistrzom się zdarza!”. Z tą optymistyczną dewizą pokuśtykałem do znajomego fizjoterapeuty po fachową poradę. Kiedy tylko mnie zobaczył, utykającego na jedną nogę, z obtartą od szorstkiego śniegu twarzą, zaprosił mnie serdecznym uśmiechem i skinieniem ręki na swoją leżankę. To był jego świat, przekręcał mnie i dokładnie badał staw, ale jego mina nie wskazywała na nic dobrego. Poprosił mnie o wykonanie badania USG w celu postawienia ostatecznej diagnozy. Umówiłem się więc na wizytę, która miała się odbyć pod koniec tygodnia. Miałem kilka dni na przemyślenie dalszego planu działania i dokładną analizę wszystkich scenariuszy. Impreza w Czechach miała się odbyć za 2 tygodnie i to był mój cel. Bardzo zmotywowany cały czas chłodziłem nogę po 10-15 minut, co 2-3h, codziennie. Pozytywnie nastawiony udałem się na badanie USG. Siedziałem w tym ciemnym pokoju, obok mnie monitor i obślizgła głowica przytknięta do mojej stopy, pomimo usilnych starań nie udało mi się odgadnąć niczego z czarno białych plam na ekranie, więc postanowiłem rozszyfrować cokolwiek z mimiki lekarza, bezskutecznie. Kilka ostatnich sekund nadziei, kiedy to kartka z rozpoznaniem się jeszcze drukuje, jest bardzo emocjonujących. Ostatnie słowa od lekarza i już wiem, że na deskę szybko nie wrócę.

badanie usg

 

opis badania badanie usg

Wielki krwiak w stawie, uszkodzenie I/II stopnia więzadła strzałkowo-skokowego przedniego i najgorsze - uszkodzenie II/III stopnia, gdzie III stopień oznacza całkowite zerwanie i najprawdopodobniej operację, więzadła piszczelowo-strzałkowego przedniego.

uszkodzone wiezadla

 

 W tym momencie wiedziałem, że moje plany na sezon mogę wsadzić w teczkę z napisem „za rok”. Kolejna konsultacja z moim fizjoterapeutą potwierdziła tylko moje podejrzenia, na deskę będę mógł wrócić najszybciej za miesiąc. Pomimo tak fatalnych wieści pozostawałem nastawiony pozytywnie. Walka z kontuzją to kolejne wyzwanie, a przecież sport to sprawdzanie siebie w najtrudniejszych sytuacjach. W pierwszym etapie powrotu do zdrowia rozpierała mnie energia, pomimo ciągłego, nieprzyjemnego bólu w kostce, który często wybudzał mnie ze snu, chciałem działać, żeby jak najszybciej wrócić do zdrowia. Dolegliwości były bardzo nieprzyjemne, krwiak powodował drętwienie całej stopy, a rozerwane więzadła uniemożliwiały mi poruszanie się, mimo to zagryzałem zęby, zapinałem mocno stabilizator, który nosiłem od razu od powrotu z Zakopanego i parłem do przodu. Pomimo największych chęci na tym etapie musiałem pozostać bierny w działaniach. Moja rola polegała na dalszym chłodzeniu stawu i zapewnieniu więzadłom najlepszych warunków do gojenia się.

chlodzenie w elewacji  criocuff

 

To najgorsze uczucie, kiedy człowiek chce a nie może nic więcej zrobić, trzeba się wtedy uzbroić w cierpliwość i czekać, aż czas wykona swoje zadanie. Właśnie rozpocząłem nowy etap mojej drogi, na jednej z wizyt już zupełnie od niechcenia zapytałem mojego fizjoterapeutę, kiedy mogę zacząć ćwiczyć nogę. Spodziewałem się, że jak zwykle odpowie mi, że jeszcze nie czas, że muszę trochę poczekać. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie i radość, która mnie rozpierała od środka, kiedy dostałem od niego zielone światło. Chciałem podskakiwać, krzyczeć i biegać, ale przecież nie mogłem. Musiałem stłumić tą bombę w sobie i z gracją przytaknąć głową. Moje ćwiczenia zaczynam od delikatnego wzmacniania mięśni w około kostki, które są osłabione po długim okresie nieużywania. Mięśnie muszą być silne i sprawne, żeby zabezpieczać wciąż niecałkowicie zagojone więzadła. Litry potu wylanego na ćwiczeniach zostały wynagrodzone, znowu mogę chodzić płynnie i bez bólu. Kolejny etap ćwiczeń to poprawa koordynacji i czucia głębokiego odpowiedzialnego za kontrolę ułożenia kończyny w przestrzeni. Są to trudne ćwiczenia wymagające od nas dużego wysiłku i cierpliwości. Przykładem takiego ćwiczenia może być np. stanie na niestabilnym podłożu takim jak gruby materac. Na sam koniec czekają mnie jeszcze ostatnie szlify z poprawy siły mięśni i stabilizacji całej kończyny. Pisząc ten tekst nie mogę się doczekać, kiedy znowu będę mógł wrócić na deskę, widzę cały plan treningowy w najdrobniejszych szczegółach i wiem, że wkrótce wszystko znowu będzie dobrze i będę mógł wrócić do sportu, który tak uwielbiam. Mam nadzieję, że będziecie trzymać za mnie kciuki i dopingować mnie w mojej walce z kontuzją.
Na sam koniec chciałbym przekazać Wam kilka krótkich rad, które być może pomogą Wam, jeśli znajdziecie się w podobnej sytuacji, czego oczywiście nikomu nie życzę.
1. Jeżeli skręciliście kostkę, zdejmijcie jak najszybciej but, ponieważ gromadzący się wysięk może unieruchomić waszą stopę w bucie i trzeba go będzie rozcinać, a tego byście nie chcieli. Bzdurą jest, że mocno zawiązany but ogranicza wysięk.
2. Jak najszybciej umieśćcie stopę wysoko, żeby zmniejszyć wysięk.
3. Natychmiast postarajcie się wykonać okład chłodzący, który zmniejszy ból, a także pozwoli wam szybciej wrócić do zdrowia
4. Zorganizujcie sobie stabilizator, aby nie doprowadzić do dalszych uszkodzeń.
5. Jak najszybciej udajcie się na wizytę lekarską, gdyż sprawa może być poważniejsza niż wam się wydaje.
6. Pozostańcie pozytywnie nastawieni i postarajcie się znaleźć dobre strony w tym nieszczęściu.

Na sam koniec, dla osób, które nie mają możliwości chodzić co tydzień na salę rehabilitacyjną, kilka praktycznych podpowiedzi jak w warunkach domowych poradzić sobie z kontuzją.

Jeżeli nie mamy dostępu do profesjonalnej maszynki do chłodzenia stawów, możecie ją spokojnie zastąpić żelowym packiem, który kupicie z łatwością w aptece, lub zwykłą domową mrożonką. Koniecznie zawińcie ją w mały ręczniczek albo ściereczkę, w ten sposób unikniecie odmrożenia skóry.

chlodzenie alternatywne

 

Dobry stabilizator to podstawa leczenia skręceń stawu skokowego, na krótką chwilę możecie zastąpić go opatrunkiem z bandaża, jednakże musicie jak najszybciej wyposażyć się w porządne usztywnienie.

stabilizator  stabilizator

bandaz  alternatywna stabilizacja

 

Ćwiczenia siły i wytrzymałości mięśni z powodzeniem można wykonywać w domu, stopniując poziom trudności. Bardzo przydatne stają się wtedy taśmy oporowe takie jak Thera Band, które za niewielkie pieniądze można kupić w sklepie ortopedycznym.

    cwiczenia miesni zginaczy  cwiczenia miesni zginaczy

cwiczenia miesni prostownikow  cwiczenia miesni prostownikow 

wspiecia na palce  wspiecia na palce

Czucie głębokie i koordynacja są trudniejsze do wytrenowania w warunkach domowych, ale trudniejsze nie oznacza niemożliwe. Postarajcie zorganizować sobie miękkie niestabilne podłoże i na nim wykonujcie różnego rodzaju wypady, przysiady i podskoki.

propriocepcja  propriocepcja  propriocepcja  propriocepcja

    skok z ladowaniem na niestabilne podloze  skok z ladowaniem na niestabilne podloze

 

Podane ćwiczenia są jedynie wskazówką, a nie uniwersalnym programem terapeutycznym, dlatego powinniście zawsze poradzić się specjalisty, aby wasza rehabilitacja przebiegała prawidłowo


Dziękuję wszystkim, którzy poświecili chwilę żeby przeczytać, ten krótki tekst, mam nadzieję, że chwile unieruchomienia, które pchnęły mnie do jego napisania, nie pójdą w las.

Pozdrawiam,
Michał Surdej