Stłuczenie.

 Gdybym miał zostać zawodowym piłkarzem to moja kariera w Realu Madryt tego dnia  stanęła by pod znakiem zapytania. Wszystko zaczyna się na wiejskim boisku gdzie kwiat tamtejszej młodzieży postanowił pokopać w gałę. Jako typowy walczak z posturą bardziej zbliżoną do Campbeala niż do Iniesty, charakteryzuję się wielkim sercem do gry(nie chodzi o przerost mięśnia sercowego) i nogi nigdy nie odstawiam. Podjąłem wyzwanie, grałem jako obrońca niejednokrotnie wybiegając do przodu niczym Carlos za dawnych czasów;). Jak całe wydarzenie relacjonowałby Szaranowicz: Bramkarz podaje do jednego z obrońców. Widzimy wymianę podań między zawodnikami. Piłka trafia do zawodnika z numerem 500(to ja). Młody zawodnik ma czas na rozegranie piłki. Jednak sam rusza do przodu. Mija pomocnika, dalej biegnie wzdłuż bocznej linii. Przed nim wyrasta obrońca. Zawodnik z numerem 500 oddaje piłkę koledze z drużyny. Ten prostopadły podaniem zwraca ją poprzedniemu zawodnikowi, dzięki temu obrońca zostaje w tyle. Zawodnik numer 500 widzi napastników w polu karnym, wrzuca piłkę. Niestety trafia ona na głowę obrońców, którzy wybijają. Piłka kozłuje na 3 metr przed polem karnym. Do niej dobiega zawodnik z numerem 500, ma miejsce do oddania strzału, rozpędzony składa się do niego. Aleeee co się dzieje,  obrońca drużyny przeciwnej atakuje nieczysto nakładką, trafia 500 w nogę. Ten pada……….. Stadion, którego nie ma- zamarł, trener, którego nie ma- chwycił się za głowę, koledzy z ławki, których nie ma- poderwali się. Zawodnik z numerem 500 leży na boisku, trzyma się za nogę, na jego twarzy grymas bólu. Kariera w okręgówce stanęła pod znakiem zapytania. Czy Smuda będzie mógł powołać go do reprezentacji? Tyle niewiadomych…a on tam leży. Podniosłem się z ziemi motywowany słowami zatroskanych kolegów: Gruby wstajesz czy mamy Cię przetoczyć;) Na początku nie mogłem stanąć na całą stopę, jednak nakręcony perspektywą wygranej rozbiegałem ból. Po zakończeniu spotkania, lekko kulałem, kolega trafił mnie w okolice po wyżej kostki. Boiskowi szamani stwierdzili nie patrząc, że o złamaniu nie ma mowy. W ciągu 2 dni noga zsiniała mi od dużego palca aż do kolana, spuchła. Uderzone miejsce zaczęło zmieniać kolory, noga zrobiła się „ciepła”. Dopiero po 4 dniach zacząłem się martwić, że chyba jest coś nie tak. A zwykłe okłady nie pomagają. Udałem się do chirurga, który stwierdził, że mam porządne stłuczenie, obrzęk. Oprócz specjalnej maści dostałem leki na rozrzedzenie krwi aby zapobiec zakrzepowi. Lekarz był lekko oburzony, że pojawiam się tak późno. Moim zadaniem było nienadwyrężanie prawej nogi(chyba do tej pory nie wspomniałem o którą chodzi). Po około 3 tygodniach noga wróciła do poprzedniego stanu. W między czasie mieniła się różnymi kolorami: od fioletu, przez żółć i inne odcienie. W piłkę nie grałem jeszcze przez miesiąc. Tą samą nogę stłukłem w podobnych okolicznościach 2 lata temu czyli 2 lata po pierwszym stłuczeniu. Do lekarza udałem się na drugi dzień. Znów otrzymałem leki rozrzedzające krew. Noga dochodziła do siebie o wiele szybciej. Co mogę poradzić: szybko reagujemy, udając się do specjalisty. Nie zawsze staramy się leczyćna własną rękę(nogę). Obecnie grając w piłkę nożną wiem kiedy „dać spokój” by znów nie zrobić sobie krzywdy na własne życzenie. Gram mniej ale zacząłem biegać. Na razie to dopiero początki ale od cieniasa, który nie był w stanie przebiegnąć 5 minut ewoluwałem w cieniasa, który przebiega już 10km. Mam nadzieję, że nie napisze o przyszłych kontuzjach:)