Trening na siłowni przy -20*C

Sytuacja wydarzyła się 24 grudnia 2009 roku. Kilka godzin przed kolacją wigilijną wybrałem się na siłownię (budynek obok mojego domu).

Temperatura, która panowała wówczas na siłowni była równa temperaturze na zewnątrz, tj. -20*C. Pomimo tego nie zniechęciłem się. Uzbrojony w czapkę, grube rękawice i ciepłe odzienie zabrałem się za ćwiczenie.

Trening rozpocząłem tak jak każdy inny – wziąłem do ręki skakankę, poświęciłem na to kilka minut, następnie wymachy ramion, skłony i tym podobne. W skrócie – nic do zarzucenia.

Zabrałem się za robienie treningu FBW (Full Body Workout). Po pół godzinnych ćwiczeniach doszedłem do ćwiczenia „Martwy ciąg”. Rozpocząłem je od 60 kg (przy rekordzie 160kg). Przy 15 powtórzeniu poczułem niezwykłe ciepło w plecach w okolicach odcinka lędźwiowego. Niestety nie zwróciłem na to znacznej uwagi i kontynuowałem trening. Wkrótce ból spowodowany kontuzją okazał się nie do zniesienia. Opuściłem siłownię i udałem się do domu. Z ledwością wykąpałem się i siadłem do wigilijnego stołu. Okazało się jednak, że siedzenie było poza moimi możliwościami. Jakiekolwiek rozciąganie prostownika grzbietu nie było wykonalne. Kolację zjadłem na stojąco, kilka kolejnych dni leżałem.

Dodatkową głupotą, którą popełniłem było pójście w sylwestra do pracy (kelner – pracowałem wówczas 25h). Na szczęście współpracownicy i szefowie okazali się wyrozumiali na moją kontuzję i nie wymagali ode mnie schylania się czy noszenia ciężkich przedmiotów.

Ponieważ ból nie ustępował, udałem się do szpitala. Po wykonanych szeregach badań (RTG pod wieloma kątami, USG) okazało się, że kręgosłup jest nie ruszony - „jedynie” naderwany prostownik grzbietu...

Styczeń spędziłem na środkach przeciwbólowych. Dalej było lepiej, ale pozbycie się dolegliwości zajęło mi 2 lata (w tym czasie wykonywałem ćwiczenia rehabilitacyjne oraz unikałem ciężkich ćwiczeń na siłowni). Lekarz przepisał mi leki rozluźniające mięśnie a następnie zalecił początkowo wyprosty tułowia leżąc na brzuchu, delikatne skłony tułowia (tzw. Dzień dobry). Z czasem dorzuciłem do tego malutkie ciężary aż w końcu mogłem wrócić do prawie normalnych ćwiczeń.

 

„Dzięki” tej kontuzji zacząłem więcej biegać (właściwie pokochałem ten sport) i poprawiłem swoją kondycję. Miało to również pozytywny wpływ na wyniki w sportach siłowych.

Z perspektywy czasu stwierdzam, że mój zapał do sportów powinien zostać ostudzony. Doszło nawet do tego, że nie widziałem problemu w ćwiczeniu przy temperaturze -20*C! Teraz jestem bogatszy o tę mądrość, że w każdym sporcie na pierwszym miejscu najważniejszą i najcenniejszą cechą sportowca powinna być rozwaga a nie zapał.

 



Wczoraj zrobiłem 100km na rowerze. Pogoda nie dopisywała, ale jeździło się przyjemnie. Była to druga setka w moim życiu (poprzednia w sierpniu 2011 (w 4 godziny).

Jak to się ma do powyższej historii kontuzji? Otóż to dzięki niej odłożyłem siłownię troszeczkę na bok i zająłem się innymi sportami.

Prostownik grzbietu w ogóle nie odzywał się podczas jazdy, a to cieszy mnie najbardziej!