Uchronić się przez krętkiem

Boreliozy z Lyme nie da się porównać do stadionowego chuligana, który co prawda narozrabia po meczu, ale efekty jego rozróby łatwo posprzątać. Jest raczej jak terrorysta, który w ukryciu długo pracuje nad tym, aby jego atak przyniósł nieodwracalne zniszczenia.

Wokół kleszczy i związanego z nimi strachu narosło sporo mitów, które wdarły się już do świadomości. Tak naprawdę nigdy nie dowiedziono, że w jednym, czy innym miejscu w kraju występuje więcej tych pajęczaków, albo ich większy odsetek przenosi groźne choroby. To prawda – w Lubuskiem rokrocznie odnotowuje się kilka przypadków boreliozy z Lyme, zaś na Podlasiu ponad sto – mimo że w obu regionach jest identyczne zalesienie. Specjaliści wskazują jednak, że w województwie lubuskim nie ma żadnej kliniki chorób zakaźnych, zaś w podlaskim są dwie. Problem może więc dotyczyć wykrywalności tej groźnej choroby. Niezależnie od miejsca, jeśli udajemy się do lasu czy nawet miejskiego parku, należy liczyć się z ukąszeniem przez kleszcza i mieć świadomość, że może sprawić nam ono dużo problemów.

Ślina kleszcza

Jednym z takich problemów jest borelioza z Lyme. Chorobę wywołuje krętek Borrelia burgdofreri. Gdyby bakterię porównać do przestępcy, profil nie będzie pasował do ulicznego opryszka, który ląduje w areszcie po tym, jak zdemoluje autobus albo powyrywa krzesełka na stadionie. Krętek jest raczej jak terrorysta, który na początku skromnie sygnalizuje swoją obecność – przez rumień wędrujący na skórze (czyli pojawiające się w różnych miejscach zaczerwienienie) lub stara się odwrócić od siebie uwagę (mogą pojawić się objawy grypopodobne). Jeżeli te sygnały zostaną zignorowane, jego krecia robota da o sobie znać - jeśli nie po kilku tygodniach czy miesiącach, to na pewno po latach. I wtedy będzie to bardzo bolesne.

Powikłania boreliozy z Lyme są groźne, trudne do zdiagnozowania i często zostawiają nieodwracalne zmiany. Nieleczona choroba, w zależności od szczepu, może przejść w neuroboreliozę, boreliozę stawową lub – o wiele rzadziej – boreliozę kardiologiczną (kilka procent przypadków). W każdym przypadku skutki mogą być opłakane.

Poważne zmiany

Przykłady? Proszę bardzo: w przypadku neuroboreliozy na początku to tylko senność i chroniczne zmęczenie, z czasem jednak może dojść do dużo poważniejszych zaburzeń tj. porażenie nerwu twarzowego, a później otępienie, depresja, porażenie spastyczne, niedowłady i nietrzymanie zwieraczy. Dochodzi do poważnych zmian w mózgu, które są bardzo podobne jak w przypadku stwardnienia rozsianego. Jeśli doszło do zakażenia szczepem bakterii, wywołującym powikłania stawowe, bez leczenia może dojść do nieodwracalnych zniszczeń chrząstki stawowej. Po latach zakażenia występuje również przewlekłe zanikowe zapalenie skóry. Można tych wszystkich „atrakcji" uniknąć, jeżeli na samym początku pacjent otrzyma odpowiednią pomoc. Zakażenie boreliozą z Lyme diagnozowane jest na podstawie objawów i za pomocą specjalistycznego badania krwi.

Do jakiego lekarza?

Najbardziej kompetentnym specjalistą od leczenia boreliozy z Lyme jest lekarz chorób zakaźnych i właśnie pod jego okiem powinno przebiegać leczenie. W Polsce jednak droga do specjalisty wiedzie przez gabinet lekarza pierwszego kontaktu, albo gabinet dermatologa. I już na tym etapie można liczyć na skuteczną pomoc. A nie zawsze tak było. Jeszcze 20 lat temu wiedza na temat choroby była znikoma. Dopiero od 1996 roku zaczęto w Polsce rejestrować boreliozę z Lyme.

- Pamiętam jak zgłaszali się do nas na badania pacjenci z rumieniem wędrującym, najbardziej charakterystycznym objawem, którym lekarze rodzinni przepisywali maść sterydową na zaczerwienienie. A w takim przypadku należy natychmiast wprowadzić terapię antybiotykową. Dopiero przeprowadzona w całym kraju akcja informacyjna połączona z wykładami i szkoleniami przyniosła pożądane rezultaty i zmiany w leczeniu – wspomina prof. Stanisława Tylewska-Wierzbanowska.

Leczenie

Dzisiaj odpowiednio wcześnie rozpoczęta kuracja antybiotykowa (21 dni) w większości przypadków daje pełne wyleczenie.

- Kuracji nie wolno skracać, ale nie wolno też prowadzić znacznie dłużej. W Stanach Zjednoczonych pojawiały się zakusy, aby leczenie boreliozy trwało wiele miesięcy. Później stosowano terapie przerywane. Skończyło się tym, że amerykańscy lekarze, którzy prowadzili takie leczenie, zostali pozbawieni prawa do wypisywania recept – dodaje specjalistka.

Jak się ochronić?

Szczepionki na boreliozę z Lyme nie ma. I pewnie szybko nie będzie. Próby wprowadzenia odpowiedniego preparatu w Stanach Zjednoczonych zakończyły się druzgocącą porażką. Jak się okazało, szczepionka, która miała pacjentów chronić, robiła w organizmach osób „uodpornionych" większe spustoszenia, niż krętek boreliozy z Lyme u chorych. Z pomysłu zrezygnowano. Prowadzone są za to badania nad innym preparatem, który uchroniłby nas przed zakażeniem.

- Naukowcy są bliscy wynalezienia preparatu, który uniemożliwiałby kleszczom ukąszenie. Kleszcz nie działa jak komar, że ukłuje i odleci. Za pomocą śliny wytwarza i utwardza w skórze swojego rodzaju lejek, w który może się wczepić. Szczepionka ma uodpornić ludzi właśnie na działanie śliny kleszczy i tym samym uniemożliwić im wczepienie się w ludzką skórę. Wyniki dotychczas przeprowadzonych badań wyglądają bardzo obiecująco – mówi z optymizmem profesorka.

Czy do tego czasu nie powinniśmy wybierać się na spacery do lasu czy parku? Raczej trudno tego od siebie wymagać. Można natomiast odpowiednio się zabezpieczyć.

- W ochronę przez strój za bardzo nie wierzę - mówi prof. Tylewska-Wierzbanowska. - Mało kto w upalny letni dzień zakłada na spacer do lasu kalosze i zakrywa ubraniem każdy fragment skóry. Na pewno warto stosować środki odstraszające, bo w dużym stopniu są skuteczne. Trzeba tylko dokładnie się nimi spryskać. Obowiązkowo po powrocie z lasu trzeba dokładnie obejrzeć swoje ciało. Dużego kleszcza z łatwością zobaczymy, małe zaś mają mniej niż jeden milimetr, dlatego warto wziąć prysznic i nawet wyszorować się szczotką.

Zapamiętaj!

Jeżeli zauważymy na ciele kleszcza, który się wpił, trzeba go szybko usunąć. Jeśli doszło do zakażenia boreliozą z Lyme, najczęściej po 7 – 10 dniach pojawia się rumień. Wtedy bez lekarza się nie obejdzie.

Autor: Jerzy Dziekoński , „Moje Zdrowie"