Wiezadła stawu skokowego, skręcenie i zwapnienie kostki.
Witam Moja przygoda ze stawem skokowym zaczęła się w październiku 2010 i trwa do dziś. Trenuję parkour od 6 lat i nigdy nie zrobiłem sobie większej krzywdy niż siniak lub jakieś zadrapania które nie miały większego wpływu na mój kochany sport jakim jest parkour. Ta historia może pokazać jak nie przewidywalne może być życie i że wbrew pozorom trenując tak "niebezpieczny" sport jakim jest parkour można wyjść z niego całym używając głowy w 100% niż grając w piłkę nożną koszykówkę czy np siatkówkę bez głowy. Zniszczyłem kostkę pod czas gry w kosza pewnego dnia na wfie przy wyskoku do bloku. Zostałem delikatnie odepchnięty i skończyło się na tym, że upadłem na zewnętrzną częśc kostki po czym spuchła mi jak arbuz dosłownie. Z bólu straciłem prawie przytomność błagałem boga żeby to było tylko skręcenie. Szkolna karetka zabrała mnie do szpitala. Grałem twardziela przed lekarzem bo za wszelką ceną nie chciałem gipsu, okazało się że nie potrzebnie i to był mój prawdopodobnie życiowy błąd. Stwierdził że mogę iść do domu kostka będzie po dwóch tygodniach działała i należy smarować maściami. Nie mogłem chodzić przez 3 miesiące normalnie człapałem z niesamowitym bólem do dziewczyny. Po 3 miesiącach postanowiłem iść jeszcze raz do lekarza okazało się, że jednak coś mam z tą kostką czego nie stwierdził poprzedni lekarz(prawdopodobnie z mojej winy), powiedział że mogę mieć naderwane więzadło dostałem but z gipsu i skierowanie po 3 tygodniach na rehabilitację. Pomogło do tego stopnia, że powoli zacząłem wracać do treningów. Na początku wakacji 2011 na jednym z treningów zrobiłem salto w przód z jednej nogi wylądowałem na ta chorą kostkę i poczułem okropny ból po raz drugi tym razem nie spuchła. Pojechałem do szpitala lekarz skierował mnie na konsultacje do drugiej przychodni ze zdjęciami kostki. Na konsultacji okazało się, że pierwszy lekarz nie zdiagnozował, że miałem skręcenie kostki pierwszego stopnia oraz zerwałem więzadło przez co nie chodziłem przez 3 miesiące. Do tego prawdopodobnie przy tym salcie doszło do zwapnienia kości. Dostałem Gips skierowania na rehabilitację i tak to się ciągnęło za mną aż do listopada 2011. Rechabilitacja trwała dwa tygodnie i polegała na zabiegach laserowym, magnesowaniu i mrozeniu stopy, do tego codziennie z rana mroziłoem przez 20 minut stopę okładem z zimnym żelem. Od skończenia rehabilitacji czuję że zaczynam od nowa, myślałem że już nigdy nie będę mógł potrenować. I niestety jestem teraz bardzo ograniczony ruchowo, bóle stawu skokowego często wracają co wyklucza mnie z treningu bo są dość silne. Chciałbym, żeby nikt więcej nie zrobił takiego idiotycznego błędu jak ja. Po kontuzji nie ma na co czekać i nie ma co się bać lekarzy. Należy od razu jechać do szpitala bo to może tylko pomóc.Żałuję, że wtedy nie powiedziałem śmiało, ze mnie boli i to strasznie bo teraz muszę cierpieć i zadręczać się że wszyscy idą do przodu, a ja zaczynam od nowa. Pozdrawiam, Kamil.







