Zerwane wiązadła i cudowana kapusta

Moja historia ma swój początek w pewne słoneczne, lipcowe popołudnie 2010 roku. Jak co tydzień grałem z kumplami wielkie derby, mecz wschód vs zachód naszej wsi. Rano trochę popadało i trawa była jeszcze mokra, bez korków ciężko było zachować 100% równowagi i pewnośći gry, ale kto sie tym przejmował jak wynik był nie korzystny a do końca spotkania pozostawało coraz mniej czasu. I zaczynamy, jedna z ostatnich akcji, dostaję piłkę, nie rozglądająć się na nikogo ruszam jak tur przed siebie, i kiedy teraz chciałbym opisać moje wspaniałe zwody, triki i piękną bramkę to nie mogę, bo była by to już czysta wyobraźnia, skończyło się na tym że zaraz po rozpoczęciu biegu dostałem ostry wślizg w prawą kostę i upadłem całym impetem na ziemie i odrazu poczułem okropny ból kolana i już wiedziałem że koledzy będą musieli przez pewnien czas poradzić sobie bezemnie. Gdy utykający wróciłem do domu, poszedłem do łazienki by oblać kolano zimną wodą mając nadzieję że to pomoże w zmniejszeniu opuchlizny nastepnego dnia. Przed pójściem spać posmarowałem kolano maścią rozgrzewającom w nadzieji że coś to da. Jak się okazło następnego dnia rano nie pomogło..ból kolana był tak wielki że każdy jego ruch sprawiał że chciało mi się płakać, gdy zobaczyła to moja mama stwierdziła że zawiezie mnie do lekarza ale ja głupi powiedziałem że nie ma takiej opcji i że kilka dni odpoczynku, smarowanie maściami i okładanie lodem i noga będzie jak nowa. Taa nowa, miną tydzień a kolano jak bolało tak boli dlatego nie zastanawiając się dłużej, pożyczyłem od sąsiadki kule i udałem się do ortopedy, ten skierowałam mnie ja rht i usg po których wróciłem do niego i usłyszałem że to zerwanę wiązadła i przepisał mi jakieś tabletki, maści i nakazał odciążyć kolano. I tak też robiłem przez następne 2 tygodnie ale kolano nadal było spuchniete i o normalnej ruchliwości mogłem zapomnieć, i nie wiem co by było dalej gdyby nie moja mama która podczas rozmowy z koleżanką zeszła na temat mojego problemu a ta poleciła jej by zrobiła mi okłady z kapusty. Odrzuciwszy wszystkie maści i tabletki wzieliśmy się za przygotowywanianie czarodziejskiej mikstury;) Polega ona na tym by liście kapusty najlepiej świeże, zewnętrzene włożyć do garnka z ciepłą/gorącą wodą i zamoczyć na kilka chwil, poczym przejachać wałkiem tak by wypłyną sok. Następnie owinąć folią, ręcznikiem i bandażem by wszystko się trzymało. Ja takie okłady robiłem 2 razy na dzień po 3-4 h i na noc. Po upływnie tygodnia kolano było w wyraźnie lepszej kondycji a po następmnym wróciłem do biegania. I dzięki temu teraz mogę śmiało pokonywać kolejne km i robić coraz lepsze życiówki, choć wiem że gdybym zaraz po upadku udał się do lekarza ten zastosował by pewnie inny rodzaj leczenia i szybciej wrócił bym do formy. Ale ciesze się z tego jak to wszystko się skończyło i mam nadzieję że wamta moja historia na coś się przyda a kapusta uratuje nie jednego z was;)

Także trzymajcie się i powodzenia w dochodzeniu do zdrowia

Cześć